Szkoła wyrzutków (1991)

Szkoła wyrzutków (1991). Dystrybucja w Polsce: Vision. Czyta: Tomasz Knapik.

Billy Tepper (Sean Astin) stoi na czele grupki uczniów płatających figle pracownikom college’u Regis School mieszczącego się w USA. Syn prominentnego biznesmena ma za nic kolejne upomnienia i nagany. Zanim trafił do Regis School, zdążył już wylecieć z trzech innych placówek. Spośród niezbyt licznego grona pedagogicznego, na pieńku ze szkolnym urwisem ma przede wszystkim Dean Parker (Louis Gossett Jr.) – nieposkromiony dziekan, twardą ręką pilnujący dyscypliny w college’u, a także dyrektor szkoły (Denholm Elliott), którego osobowość pozostaje w oczywistym kontraście do Pana Parkera. Po kolejnym dowcipie Billy’ego – chłopak podpinając się do linii telefonicznej nauczycieli dodzwonił się na sekstelefon i uciął sobie erotyczną pogawędkę – Dean, postanawia ukarać autora pomysłu, zapewniając mu pracę na zmywaku szkolnej stołówki przez kolejne półrocze. Tymczasem na innym kontynencie mają miejsce bardziej znaczące dla fabuły filmu wydarzenia. Grupa terrorystów pod przywództwem Luisa Cali (Andrew Divoff) opanowuje budynek sądu celem wymuszenia ekstradycji do kraju, a następnie uwolnienia kolumbijskiego barona narkotykowego – Enrique Cali’ego (Jesse Doran). Kiedy negocjacje z rządem USA nie przynoszą zamierzonego efektu, syn Enrique’a postanawia wraz z grupą wiernych sobie towarzyszy udać się do kraju Wuja Sama i tam rozpocząć operację na większą skalę, mającą na celu uwolnienie ojca. Pech sprawia, że terroryści na miejsce swojego pobytu obierają właśnie College Regis.

Szkoła wyrzutków (1991).
R. Lee Ermey – jako generał Kramer.

Daniel Petrie Jr. – autor scenariusza i reżyser tej produkcji pracując nad Szkołą wyrzutków miał już na swoim koncie kilka ciepło odebranych produkcji, do których sukcesu przyczynił się dokładając własną cegiełkę. Pisząc scenariusze na potrzeby takich filmów jak: Gliniarz z Beverly Hills (1984), Wielki luz (1986) czy Turner i Hooch (1989) – zabawnej komedii kryminalnej, w której główną rolę zagrał Tom Hanks, udowodnił, że tematyka filmowa nie jest mu obca, zaś produkcje, ciepło odebrane przez publikę dodały mu animuszu, tak często wyczekiwanego przez młodych twórców. Szkoła wyrzutków (1991) była debiutem reżyserskim Daniela, który miał zaważyć na dalszej jego karierze i faktycznie zaważył – pytanie tylko, czy w taki sposób, jaki sobie sam wymarzył?

Szkoła wyrzutków nie jest filmem dobrym ani złym. Być może do opinii mojej przyczynia się fakt obejrzenia znaczącej ilości produkcji o zbliżonej tematyce? Trudno powiedzieć, w każdym razie produkt ten nie zaskakuje mnie jako widza w żadnym aspekcie. Już na początku filmu poznajemy – niemal dogłębnie wszystkich bohaterów tego przedsięwzięcia. Niektórzy utkwią nam w pamięci na dłużej, o innych – w znaczącej większości zapomnimy zaraz po zakończonym seansie. Trudno w ogóle wskazać kogoś, kto wyróżniał się w tym spektaklu, być może najbardziej charyzmatyczny główny szwarccharakter, ale to raczej nie powinno nikogo dziwić, bowiem z reguły role złoczyńców najbardziej zapadają w pamięć widzom. Główny bohater, którego postać zdaje się najbardziej rokować na początku produkcji, z czasem jakby odchodzi w zapomnienie i im dalej w las, tym bardziej osoba Billy’ego staje się monotonna, a momentami wręcz nużąca, zaś jego zachowania do końca przewidywalne. Sztampowa fabuła zakończona oczywiście happy endem, nijakie postacie to z pewnością to co przyczynia się do słabej oceny całej produkcji. Skala niedorzeczeństw jest tu po prostu zatrważająca. Pomysłowy bohater, potrafiący samemu skonstruować urządzenie przypominające telefon stacjonarny, o znacznie lepszych właściwościach, niepotrzebnie trudzi się, dwoi i troi. Mając często wręcz podane na tacy rozwiązania swoich bolączek, ucieka się do znacznie bardziej niebezpiecznych pomysłów, narażając życie swoje i swoich kolegów. Jedną z takich sytuacji była ucieczka z college’u, w celu poinformowania władz federalnych o zamiarach najemników (terroryści postanowili karać ucieczkę każdego ucznia – rozstrzelaniem pięciu jego kolegów). Takich sytuacji w filmie jest oczywiście znacznie więcej. Z drugiej strony kolumbijscy terroryści, początkowo kreowani na profesjonalistów pokroju najemników okupujących Nakatomi Plaza (Szklana pułapka), okazują się być kompletnie nieprzygotowani do operacji, przez cały seans filmowy pozostają roztargnieni i infantylni. Na szczęście podobnie przedstawieni zostają podążający ich tropem agenci FBI i wysocy rangą wojskowi – więc zgodnie z przysłowiem „trafił swój na swego”. Niestety to nie koniec minusów. Kolejnym okazuje się miejsce akcji, którym jest internat college’u, w którym to rozgrywa się lwia część fabuły filmu. Właściwie już na samym początku poznajemy pomieszczenia, w których to – do samego końca rozgrywa się akcja filmu, a są to: jadalnia, ubikacja, piwnica mieszcząca się pod budynkiem, pokój głównego bohatera i gabinet dyrektora – to tutaj na dobre zawitała kamera filmowa. Scen na otwartej przestrzeni jest stosunkowo niewiele, nawet sam plac, na którym studenci spędzają wolny czas jest zewsząd zamknięty i stosunkowo niewielki – sprawiając uczucie ciasnoty dla prawie setki studentów i podejmujących nad nimi opiekę nauczycieli. Muzyka także nie zasługuje na wyróżnienie. Jeśli ktoś po cichu liczył na prawdziwe szlagiery – a przecież mówimy o naprawdę entuzjastycznie odbieranym przez słuchaczy okresie muzycznym, to i tu będzie musiał obejść się ze smakiem. Nieźle natomiast prezentują się efekty specjalne, których nie uświadczymy zbyt wielu – na całe szczęście – odnosząc to do ich nadmiaru zawartego przy dzisiejszych produkcjach, montaż filmu także jest poprawny, co z pewnością jako jeden z niewielu czynników wpływa korzystnie na końcową ocenę produkcji Petriego.

Od lewej – Luis Cali (Andrew Divoff) oraz Billy Tepper (Sean Astin).

Film Szkoła wyrzutków (ang. Toy Soldiers) jest filmem poprawnym i to w ścisłym tego słowa znaczeniu. Stwierdzenie jest to adekwatne i odnoszące się do niemal wszystkich aspektów produkcji. Sztampowa fabuła, miałkie postacie, które są tylko po to, żeby być, flegmatycznie rozwijająca się akcja i monumentalnie wyglądająca skala głupoty autorów scenariusza, którą przed ogólnie pojętym hejtem, może ochronić jedynie argument fikcji filmowej, to z pewnością warte nadmienienia negatywne cechy tej produkcji. To wszystko w zestawieniu z nie najgorszym montażem i efektami specjalnymi, a także muzyką zdaje się komponowaną ad hoc sprawia, że po wymęczonym seansie widz, raczej nie prędko postanowi sięgnąć ponownie po debiut reżyserski Daniela Petriego Juniora.


Kategoria: ,
Tagi: , , ,
1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek6 Gwiazdek7 Gwiazdek8 Gwiazdek9 Gwiazdek10 Gwiazdek
(Brak ocen)
Loading...