„Predator: Concrete Jungle” – od zera do bohatera

Okładka gry Predator Concrete JungleGdy w 1987 roku John McTiernan stanął po drugiej stronie kamery, realizując niezapomnianego „Predatora„, mało kto spodziewał się wówczas, że film odniesie aż tak duży sukces kasowy. Trzymający w nieustannym napięciu film grozy z elementami rasowego kina akcji wpłynął także na stale rozwijającą się branżę gier wideo. Postać kosmicznego łowcy była najczęściej konfrontowana z inną, wielką kreaturą, a mianowicie z Obcym, który swój byt na kinowym ekranie rozpoczął już pod koniec lat siedemdziesiątych. Gry, w których debiutował nasz ulubieniec były albo nieziemsko dobre, albo tak kuriozalne, że do dziś trudno wymazać je z pamięci. Mimo to w 2005 roku na konsolach szóstej generacji zaprezentowano tytuł, który udowadnia, że dobre wykorzystanie filmowej licencji nie graniczy z cudem. Oto właśnie „Predator: Concrete Jungle” – gra, której do ideału brakowało naprawdę niewiele.

Kiedyś, w czasach, gdy na rynku technologicznym masowo zaczęto produkować nowe „maszynki” do gier dumni właściciele nowoczesnych komputerów odliczali czas do premiery tegoż tytułu. Rozczarowaniem nie okazała się sama gra, lecz obsługiwane platformy, które prawdę mówiąc, były stałym utrapieniem zagorzałych fanów komputerowej rozgrywki. Gra ukazała się, jak już wspomniałem wcześniej, wyłącznie na Playstation 2 oraz konsoli Xbox, która w ówczesnym czasie odstawała co nieco od świetnie sprzedającej się konkurencji.

Warstwa fabularna powstała pod okiem niejakiego Granta Morrrisona – szanowanego autora komiksów. Historia została bardzo dobrze nakreślona, ukazując graczom motyw krwawej zemsty dokonywanej przez tytułowego bohatera. Gra „rozrzuca” nas na dwie bariery czasowe. Nasz protagonista trafia do roku 1930 oraz 2030. Co było przyczyną tak odległej wędrówki? Predator przybywa na błękitną planetę w roku 1930, gdzie zgodnie z zasadami – wybiera godnych siebie przeciwników. Młody łowca zadziera z mafijną organizacją, która pomimo uboższej technologii oraz braku wiedzy na temat myśliwego zwycięża konfrontację. Bohater ledwo uchodzi z życiem, sprowadzając na siebie hańbę i wieczne potępienie. Aby zmazać plamę na honorze, łowca powraca po stu latach na Ziemię w celu dokonania zemsty. Tym razem walka będzie jeszcze trudniejsza, albowiem dynamiczny rozwój technologiczny dał ludziom skuteczną możliwość przezwyciężenia kosmity. Rozpoczyna się nierówna walka…

O rasie Predatorów można by dyskutować godzinami. Są to postacie, które fascynują nie tylko wielbicieli kinematografii, ale także koneserów literatury fantastycznej, którzy od lat próbują po swojemu zinterpretować działania łowców. Aby w pełni zrozumień ich trud, wystarczy przypomnieć sobie komiksy z serii „Aliens vs Predator„, ukazujące się pod koniec XX wieku. Nie spotkały się one z wielkim uznaniem, ale dostarczyły filmowcom, a także programistom masę ambitnych pomysłów uwidocznionych chociażby w „Concrete Jungle„. Historia jest godna uwagi. Nie nuży, ale zamiast tego dostarcza dawkę nieprawdopodobnych emocji. Przez cały czas zastanawiamy się dlaczego tak potężny, a wręcz nieomylny myśliwy poniósł porażkę. I o ile otoczka fabularna potrafi zaintrygować gracza, o tyle szybki rozwój wypadków nie pozwala nawet na chwilę wytchnienia. „Predator…” to tak naprawdę jedna, wielka, efektowna demolka okraszona motywami charakterystycznymi dla kina science-fiction. Wydarzenia śledzimy z perspektywy trzeciej osoby, co z jednej strony ułatwia walkę, a z drugiej – nie pozwala zbytnio wczuć się w rolę. W grach z serii „AvP” byliśmy w stanie patrzeć na świat z oczu łowcy, dzięki czemu czuliśmy ten klimat i wylewającą się z ekranu akcję. Widok „zza pleców” dał twórcom możliwość swobodnego przedstawienia postury postaci. Mierzy ona co najmniej dwa metry wzrostu, jest silna, potężna i przywdziewa maskę. Lecz czy to ważne? Każdy kto zna Predatora zna jego garderobę, a jednak pojawienie się go na ekranie wywołuje uzasadniony opad szczęki. I choć dzisiaj gra może wyglądać archaicznie, to kiedyś w erze niewielkich telewizorów (z obowiązkowym kineskopem) „Predator…” robił piorunujące wrażenie.

Screen z gry Predator Concrete JungleLecz co robić, gdy wrogów jest więcej? – To pytanie, które zadałem sobie jako pierwsze podczas styczności z tym nietuzinkowym tytułem. Aby wyrównać szanse i oszczędzić graczom nieustannego powrotu do ukończonych etapów, twórcy oddali nam do dyspozycji niezwykle, ale to bardzo niezwykle pokaźny arsenał. Ziścił się sen miłośników oryginalnego filmu. Oprócz różnorakich pozaziemskich akcesoriów, Predator jest w stanie obserwować otoczenie w czterech odmiennych wariantach (Thermal Scan, Neural Scan, Prey Scan i Tech Scan). Najbardziej znany jest oczywiści pierwszy tryb, umożliwiający postrzeganie świata w podczerwieni, uwzględniając ciepło wydzielane przez ludzkie ciało. Trzy dodatkowe tryby ułatwią nam eliminację wrogich celów niezależnie od warunków panujących na danym terenie. Olbrzymie wrażenie robią bezpośrednie konfrontacje, kiedy to łącząc ataki eliminujemy cele z bliskiej odległości, zadając śmiertelne ciosy. Czyni to potyczkę niezwykle widowiskową, zwłaszcza, że większość graczy nie preferuje ciągłego skradania się, które po pewnym czasie zaczyna nużyć. Wachlarz uzbrojenia nie powinien zaskoczyć tych, którzy odbyli wizytę w dżungli razem z bohaterami filmów McTiernana i Hopkinsa. Włócznia dająca maksymalną przewagę w walce, dysk przecinający nieszczęśników na pół, naramienne działko plazmowe z trójkątnym, czerwonym celownikiem czy też ostrza, umożliwiające przyciśnięcie wroga do ściany. (Odpowiednik słynnej siatki znanej z drugiej części kinowego cyklu). Rozsądne korzystanie z uzbrojenia da nam olbrzymią szansę na zwycięstwo.

Plakat gry Predator Concrete Jungle

Oprawa wizualna to element stojący za „brutalnym” podziałem graczy. Jedni cenią sobie dobrze napisaną i opowiedzianą historię bez zwracania uwagi na to czy tekstury stoją na wysokim poziomie, zaś drudzy – wyznają całkiem odmienną, przeciwstawną zasadę. Dekadę wcześniej gra robiła (z pewnością) duże wrażenie. Eksplozje, opady atmosferyczne czy też sama walka stały na naprawdę wysokim poziomie. Świadczy to o poważnym podejściu do tematu. Jak na możliwości szybkiej Playstation 2-ki… A z resztą, co tu dużo mówić, było na czym zawiesić oko. Postać łowcy także wymagała perfekcyjnego odwzorowania zarówno pod względem stylistycznym, jak i mechanicznym. Zadbano o dokładny chód kosmity, nadając mu możliwie jak najwięcej realizmu. Niezadowoleni będą jedynie wielbiciele rozgrywki wieloosobowej. Twórcy zrezygnowali z zabawy w trybie multiplayer, skupiając całą swą uwagę na „samotnej” rozgrywce. A szkoda, ponieważ uwzględniając olbrzymie pole walki oraz możliwości naszego bohatera można by stworzyć wart uwagi tryb drużynowy, w którym wcielalibyśmy się na przemian w łowcę oraz członków mafii.

Ocena końcowa:

Jako wielki miłośnik postaci Predatora muszę przyznać, że gra zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Nawet pomimo nieuchronnego upływu lat trudno odmówić jej uroku. Dobra jakość wykonania, ciekawa historia, a także świeże podejście do tematu. Kiedyś jeszcze przed premierą gry pewien pracownik portalu poświęconym komputerom napisał: ,,Powinniśmy gromadzić fundusze…”. Powiem krótko, było warto. Predator to legenda, obok której nie da się przejść obojętnie. (8,5/10).

Dodatkowe informacje:

  • dostępne tryby: single player/brak trybu multiplayer
  • ograniczenie wiekowe: 18
  • nośnik: 1 DVD
  • platformy: Playstation 2/Xbox
  • data premiery: 15 kwietnia 2005 r. (Świat)
  • wersja językowa: angielska
  • gatunek: TPP/akcja

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek6 Gwiazdek7 Gwiazdek8 Gwiazdek9 Gwiazdek10 Gwiazdek
(2 oceny, średnia: 7,50 na 10)
Loading...