Depeche Mode – 101 (Album)

Depeche Mode 101 (Album). Wydany 13 marca 1989 r. Wytwórnie: Mute Records i Sire Records.

Niewątpliwie trudno znaleźć kogoś, kto nigdy nie zetknął się z twórczością Depeszów. Zespół, którego piosenki na dobre utarły się w stacjach radiowych, do dziś otaczany jest swego rodzaju kultem. Depeche Mode swoich wielbicieli ma na całym świecie, nie tylko w Europie Wschodniej czy Zachodniej, ale także za oceanem, co nie jest zbyt częstym zjawiskiem w branży muzycznej. Większość fanów elektronicznego brzmienia z pewnością skojarzy brytyjski, nowofalowy zespół z takimi utworami jak: Personal Jesus (Violator), Enjoy the Silence (Violator), Just Can’t Get Enough (Speak and Spell) czy Everything Counts (Construction Time Again), a wymienione szlagiery, to tylko kropla w morzu ich pełnej twórczości.

101 – tak został nazwany pierwszy koncertowy album grupy. Tytuł nawiązuje do trasy koncertowej Depeche Mode, słynnej Music for the Masses Tour w czasie której, odbyło się łącznie 101 koncertów na całym świecie. W tym miejscu warto dodać, że płyta na której znajduje się rejestracja koncertu nagrywana była w Pasadenie (Kalifornia, USA), na stadionie Rose Bowl 18 czerwca 1988 r., a zespół mógł się pochwalić niemałą publiką – ok. 60 tys. fanów. Pod wieloma względami album ten należy traktować jako przełomowy dla brytyjskiego bandu. Po pierwsze, było to podsumowanie pierwszego etapu twórczości zespołu, który przynajmniej do czasu Construction Time Again nie był usłany różami.  W 1981 r. z zespołu odszedł Vince Clarke, który później odnotowywał sukcesy na listach przebojów wraz z formacją Yazoo, a którą współtworzył wraz z Alison Moyet, zaś jeszcze później Clarke związał się z Erasure (współtworzony z Andy Bellem). Będąc założycielem grupy, autorem tekstów i muzyki, Vince miał decydujący wpływ na kształtowanie się stylu muzycznego Depeszów w początkowej fazie okresu twórczości. Po jego odejściu, zespół musiał przeczekać kilka lat w stagnacji, by w końcu móc rozpocząć wspinaczkę ku górze. Po drugie, album zwiastować miał dalszy rozwój warsztatu Depeszów, pozwalając tym samym dosięgnąć szczytów list przebojów. Trasa koncertowa, która przyciągnęła rzesze fanów, ugruntowała pozycję zespołu na scenie muzycznej. Odtąd nikt już nie mógł, przynajmniej oficjalnie, ignorować Depeche Mode, czy kwestionować wpływu ich muzyki na rozwój synth popu. Wreszcie był to przecież pierwszy koncertowy album grupy, co samo z siebie wskazywało na przełomowe wydarzenie w dorobku zespołu, które to należałoby nie tylko odnotować, ale także udokumentować.

Depeche Mode – skład zespołu. Zaczynając od lewej strony: Martin Gore (klawisze, gitara elektryczna, wokal), Andrew Fletcher (klawisze, bas), Dave Gahan (wokal), Alan Wilder (klawisze, perkusja). Alan Wilder odszedł z zespołu w 1995 r.

Oceniając album – zresztą którykolwiek, takiego zespołu jak Depeche Mode niezmiernie trudno złożyć się do wystawienia mu ostatecznej noty. Rozpatrując wszelkie aspekty w czasie dokonywanej wiwisekcji, należałoby wyjść z założenia, że muzyka popularna zawiera w sobie różne odmiany. Niby aksjomat, ale jednak kluczowy dla dalszych rozważań. W przypadku Depeszów filar ich stylu muzycznego stanowią przede wszystkim takie podgatunki jak synth pop i new romantic. Makijaże, ekskluzywne ubrania – garnitury, dwurzędowe marynarki, szpiczaste buty i iście ekstrawagancki styl bycia, to także epizod, przez który przebrnąć musieli Depesze. Nie zabrakło też miejsca dla ordynarnych swetrów. Jednakże podstawą sukcesu zespołu, jak również głównym narzędziem pracy jego członków były syntezatory i ich oryginalne, niebanalne brzmienie. I tu dochodzimy do sedna, bowiem muzyka elektroniczna nie miałaby prawa istnieć bez syntezatorów, a jak można się domyślić te pierwsze były z reguły dość toporne i ich „zaprogramowanie” potrafiło zająć nawet kilka godzin – a to zaledwie przy perspektywie odegrania jednego utworu. Teraz spróbujmy wyobrazić sobie ile czasu zajęłoby zaprogramowanie ich na cały koncert… Niezależnie od tego grupy takie jak Depeche Mode opierając swój styl na muzyce elektronicznej musiały się liczyć z co najmniej jeszcze jedną, poważną wadą. Mianowicie syntezatorowe brzmienie, opracowywane w przystosowanych do tego warunkach (wytwórnie muzyczne), było praktycznie niemożliwe do odtworzenia na dostępnych instrumentach w koncertowych warunkach. W takim przypadku na horyzoncie pojawiały się zaledwie dwa dostępne rozwiązania – korzystanie z playbacku lub podejmowanie wszelkich starań, przy użyciu dostępnego sprzętu i technologii, a przede wszystkim siły perswazji, by stworzyć intrygujące show. Na tytułowej 101 tę drugą opcję widać jak na dłoni. David Gahan – wokalista zespołu, tańczy, biega po scenie, zachęca publiczność do śpiewania. Swoim występem wprowadza całkiem sporą domieszkę żywiołowości, co w praktyce okazuje się być skuteczne, bowiem tłum – jak widać z nagrania – zdaje się bawić doskonale. Na zakończenie warto wspomnieć, że na dwóch płytach albumu znajduje się łącznie 20 utworów, w tym takie jak: Strangelove, Somebody, Never Let Me Down Again, Shake the Disease, Everything Counts, Just Can’t Get Enough, a autorem tekstów i muzyki wszystkich piosenek, z wyjątkiem Just Can’t Get Enough (Vince Clarke), jest Martin Gore.


1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek6 Gwiazdek7 Gwiazdek8 Gwiazdek9 Gwiazdek10 Gwiazdek
(1 oceny, średnia: 8,00 na 10)
Loading...